sobota, 31 grudnia 2016

Post-anowienia (kalambury mojego autorstwa stają się, jak widać, coraz bardziej wysublimowane)

Hej!

Jestem wielką fanką planowania, robienia sobie tysięcy list, odhaczania i - choć może na to nie wyglądam - organizacji. Mam więc wiele postanowień na nadchodzący rok, natomiast dwa z nich tyczą się bezpośrednio Otchłani. I oto one.

Postanowienie #1: na Wasze przezacne komentarze (dzięki Wam za nie, jesteście zniewalający wszyscy) będę odpowiadać bezpośrednio pod nimi, czyli tutaj, egocentrycznie tylko we własnym zakątku. Dotąd trochę nie wiedziałam, jak to rozgrywać, więc chciałam tak tylko zaznaczyć dla jasności.

Postanowienie #2: postaram się pisać, kiedy tylko znajdę na to trochę czasu i w miarę ogarnięty temat, no i ochota też jest ważna. Czyli czeka nas rok milczenia, panowie. Czyli wreszcie, miast kłaść na swe barki jarzmo (czy jarzmo się kładzie na barki?) terminów i zobowiązań, puszczę wodze fantazji! Strzeżcie się.

Szlachetna czytelniczko, nobliwy czytelniku!
Niezależnie od tego, czy Sylwestra spędzasz na dzikiej bibie, pod kocem z książką, pod kocem bez książki, z książką bez koca, czy może w taksówce, usiłując zmylić pościg, jaki wysłał za Tobą niecny i niegodziwy hrabia dybiący bezwstydnie na Twój majątek* - życzę Ci dobrej zabawy. I oby 2017 dał się przeżyć!


Wasza oddana Bukwa

*wkrótce wychodzi netflixowa adaptacja "Serii Niefortunnych Zdarzeń". Trzynaście odcinków, więc zapowiada się obiecująco, choć w obsadzie w roli Hrabiego Olafa straszy Neil Patrick Harris. Ale wszystko się okaże, nie mogę się doczekać i tak. Myślę, że możecie liczyć na recenzję, bowiem zamierzam jak najszybciej położyć swe brudne łapska na wizualnej fortunie Netflixa. *złowieszczy śmiech, błyskawice*

sobota, 24 grudnia 2016

A kogóż obchodzi, czy święta pisze się małą czy wielką

Hej, hej!

Kojarzycie, jak zaledwie 15 listopada opublikowałam, pośród wielu innych, następujące zdanie: "Wierzę w Boga"?
Zabawnie, że akurat teraz, w okresie przedświątecznym i świątecznym, musiała się we mnie zrobić taka duchowa degrengolada (uwielbiam to słowo! Jest jak marmolada i nikt by się po nim nie spodziewał takiego chaosu, z jakim w istocie się wiąże). Czy wątpliwości naprawdę nie mogłyby mnie dopaść jakoś, no nie wiem, w kwietniu, tak żebym miała czas, żeby to wszystko przemyśleć? *niech to pytanie zawiśnie w sferze pustki, dla której jest przeznaczone*


Jednak! Ludu, nie bój się. Nawet paskudna mgła i nieustające wewnętrzne dysputy (w których Samozakis z Efezu jakoś nie chce brać udziału) nie odwiodą mnie od złożenia Wam wszystkim, wszystkim absolutnie!, najlepszych świątecznych życzeń. Zresztą, najlepsze życzenia warto składać zawsze, niezależnie od okazji, niezależnie od tego, czy mamy akurat 24 grudnia, 25 grudnia, 31 grudnia, 11 marca (Dzień Króla Moeshoeshoe I w Lesotho) czy 6 lipca (Flamandzki lew stał się oficjalnym hymnem Flandrii).

Życzę Wam więc, abyście przede wszystkim odpoczęli sobie za dwoje podczas przerwy świątecznej i najedli się masy dobrych rzeczy *tu następuje chwilowa przerwa w powstawaniu tekstu, bowiem Bukwa usiłuje skonstruować slogan promujący jedzenie, który mógłby dorównać słynnemu "Cukier krzepi" czy genialnemu moim zdaniem "Słowem wszystko" Polskiego Radia 24 - jednak próby sczezną, co owocuje tylko następującym, dość minimalistycznym, lecz jakże pełnym pasji!, okrzykiem wojennym: JEDZENIE*. Ty tam, odpocznij sobie. I ciesz się. I żeby było spokojnie, żeby było dobrze po prostu. Tym, co tego potrzebują, życzę również jakiegoś porządku. No i zdrowia, bez niego to ani rusz. I radości bardzo dużo. Żebyście mogli tak chodzić i tryskać tym zdrowiem i radością, tryskać na prawo i lewo! I żeby inni odtryskiwali.

Wesołych świąt Bożego Narodzenia (które właściwie jest jutro), wesołej Chanuki (która zaczyna się dzisiaj), wszystkiego najlepszego Adamowi Mickiewiczowi i Maryli Wereszczakównie (co to za zagięcie czasoprzestrzeni, że obchodzili urodziny w tym samym dniu!), wszystkiego najlepszego Wam wszystkim!

Wasza oddana Bukwa i wszystkie jej wersje - dojrzalsza, mniej dojrzała, Utopcia, Człowiek-Mrok, moja wewnętrzna Żydówka Estera* i Samozakis z Efezu


Serio niepokojąco chwiejnie jest z moją wiarą ostatnio, ale ta piosenka jest śliczna i bardzo mnie wzrusza (jak chyba wszystko ostatnio, serio. Wczoraj spędziłam wieczór, powstrzymując łzy nad kiczowatym filmem z Disney Channel - Lemoniada Gada. Wyznam, że nie wiem co się dzieje. Aczkolwiek wielbicielom kiczu film bardzo polecam :D).

B. 

PS W ogóle zdałam sobie sprawę, iż w żaden sposób nie uczciłam rocznicy założenia bloga, którą Otchłań obchodzi ogólnie 7 listopada. Ojej. Grasuję na Bloggerze od trzech lat. I bardzo, barrrdzo Wam za te lata dziękuję. Jesteście zniewalający!

*może kiedyś to wyjaśnię :D

niedziela, 4 grudnia 2016

Kwitnące Mięsa Wdzięku, albo Bukwa jest szczęśliwa [Kiepskie Metafory 1]

Hej!

No i znowu piszę o sobie. Chyba jest mi to potrzebne; mam nadzieję, że jakoś wytrzymujecie. Jeśli jednak Waszym zdaniem, które cenię sobie wielce, powinnam zejść już z tych okołobukwowych tematów i zająć się kulturą albo... czymś, żądajcie tego w komentarzach. A wnioski Wasze będą rozpatrzone. O tak.