czwartek, 7 kwietnia 2016

Na przystawkę kiepski suchar i cytat z Biblii, ale potem jakaś treść może i się znajdzie, czyli co nieco o pewnym serialu

Hej!

Jak uczą nas od wieków rozmowy osobników godnych wszelkiego szacunku i nobliwych, Simsy (pozytywny nastrójnik za dyskusję o deszczu) oraz The Radiators From Space - w chwili zwątpienia, zagubienia, znużenia, znudzenia, niepokoju i onieśmielenia rozmawiać należy o pogodzie. Nie waham się w związku z tym rzec: ach, wiosna. Rzekłszy zaś to, com wyrzec chciała, mogę chyba uznać, że post jest gotowy i odejść w siną dal.

Chyba nie jest dobrze, ziomy.

Jeśli chodzi o moją formę literacką, to liczę, że cieplutkie i milutkie słoneczko, i malutkie, milutkie bazie, i różowe kwitnące pączki - że wszystko to natchnie mnie, i to nie tylko w kwestii Otchłani, ale i w pewien sposób poetycko, gdyż postanowiłam zostać poetą.
(Serio. Kiedyś napiszę dobry wiersz. Będzie tak dobry, że będę mogła powiedzieć komuś "Cześć, napisałam wiersz. Jest mi z tym dobrze". O tak).
Jako prawdziwy król narcyzmu i egocentryzmu dużo rozmyślam o sobie, dużo też mówię o sobie, mogę też więc przez chwilę pisać o sobie. Otóż mój styl formułowania myśli złamał chyba wszelkie prawa tego świata, wcale nie ewoluując z dziwnego na dziwny, ale ciekawy, lekki i po prosty dobry, a cofając się w rozwoju, tak że teraz jest dziwny, niejasny i pozbawiony polotu. Czuję się *tutaj nadchodzi wielka konkluzja godna największego poety z depresją, albo Paula Coelho z depresją, w każdym razie kogoś z depresją* jak marna kopia samej siebie.
*serca niewinnych obywateli, którzy są wszak nie tylko zdolni i inteligentni, ale i zwyczajnie dobrzy, zamierają w obliczu tak rozdzierającego stwierdzenia; dramatyczne zaciąganie oboju w tle*
Nie no, bez przesady, bez przesady. Nie jest tak źle. W istocie pozostawiam sobie literacko wiele do życzenia i życiowo też. Ale! Nie myślcie sobie, że przybywam tutaj bez żadnych konkretnych wiadomości, bez żadnego przekazu! O, kto tak myśli, ten myli się niechybnie - albowiem mam dziś zaszczyt zaznajomić Was z innymi kopiami, które nie są marne, tylko dość epickie (brzmi tajemniczo, co? Trochę brzmi... Kurde, niejasno! Teraz widzimy jak gdyby w zwierciadle, niejasno *Bukwa-erudyta cytuje Biblię, zaczyna robić się coraz dziwniej*)... okej, po prostu chciałam napisać słówko o serialu, którego pierwszy sezon zdominował jeden z ostatnich tygodni mego życia.

"Marna kopia samej siebie".
Badum-ptss!