czwartek, 7 stycznia 2016

Bank Łotwy, ziemniak, tajemniczy kłębek, czyli krótko jest, dziwnie jest, w sumie nieciekawie jest, ale to nie szkodzi

Hej!

2016 to właściwie żadna nowość - pierwszy jego tydzień już za nami. Jednak:
1. W okolicach Sylwestra przebywałam hen! daleko w odcięciu od bloga (na zimowisku harcerskim. To było moje najfajniejsze dotychczasowe zimowisko), więc nie mogłam napisać posta w terminie bardziej odpowiednim do rozstrząsania minionych miesięcy (tj. pierwszy dzień nowego roku, jak dla mnie mógłby być niezłym kandydatem).
2. Postanowiłam, że będę publikować moje (niesamowite, oczywiście) wpisy siódmego dnia każdego miesiąca, głównie dlatego, że:
a) siódmego stycznia przeprowadzono pierwszą transatlantycką rozmowę telefoniczną (1927 - za rok okrągła rocznica! Cieszmy się!);
 b) siódmego lutego urodziła się Heidemarie Stefanyshyn-Piper (jak dorosnę, zmienię nazwisko na Heidemarie Stefanyshyn-Piper);
 c) siódmego marca są, mówiąc nieskromnie, urodziny Bukwy;
d) siódmego kwietnia w Armenii obchodzony jest Światowy Dzień Macierzyństwa i Piękności;
 e) siódmego maja w Londynie otwarto Teatr Królewski;
 f) siódmego czerwca powstał Watykan;
 g) siódmego lipca prezydentem Lwowa został Michał Michalski (1905);
 h) siódmego sierpnia imieniny Agatangela;
i) siódmego września powołano Bank Łotwy;
 j) siódmego października zniesiono niewolnictwo na Kubie;
 k) siódmego listopada są urodziny bloga;
 l) siódmego grudnia są urodziny Emily Browning, która grała Wioletkę Baudelaire (♥) w ekranizacji Serii Niefortunnych Zdarzeń (♥♥♥).

Zatem post pojawia się teraz. Ostrzegam zawczasu - nie będzie w nim ani krztyny oryginalności, jedynie moje mętne wynurzenia* oraz smutny kłębek nie wiadomo czego toczący się po prerii (czy tylko mnie zawsze intrygował motyw tego kłębka? Wiecie o jaki kłębek chodzi? Prawda? Prawda...?).

*miały być mętne wynurzenia, ale przypuszczam, że czas nie pozwoli mi pisać dziś rozwlekle, toteż zdecydowałam się na całkowicie bezpretensjonalną metodę podpunktów.

A zatem... już dziś na deskach tego teatru... przed państwem... moje postanowienia na nowy rok (ponieważ w tamtym roku były nieco bardziej awangardowe, w tym roku będą najzwyklejsze w świecie. Oto otwieram przed Wami moje serce niewinnej dziewoi)!

1. Zostać młodym wirtuozem i jak najszybciej przerobić program klasy pierwszej cyklu czteroletniego nauki gry na wiolonczeli jeszcze więcej słów, wieńcząc pasmo drobnych sukcesów spektakularną szóstką na egzaminie.

2. Zostać laureatem konkursu z polskiego, żeby móc bezkarnie olać szkołę i przeistoczyć się w Huckleburry'ego Finna.
Z WOS-u finalista. Ech. 

3. Rozwinąć się artystycznie (jakoś. Napisać scenariusz, kiedyś, gdzieś, o czymś, kapusta).

4. Zrealizować mój absolutnie epicki plan, to jest prowadzić zeszyt z biletami na spektakle, które widziałam (postaram się wymyślić temuż brulionowi jakąś bardziej chwytliwą nazwę).

Moje plany są jednocześnie ambitne i niejasne, zatem zobaczymy, co z nich wyjdzie. Lepiej nie spekulować, a ponieść się fali losu. *tak oto narodził się bukwizm*

Kontynuując, z właściwym brakiem refleksu chciałabym wymienić rzeczy, za które podziękowałabym rokowi (roku? Nieee no... rokowi chyba) 2015, gdyby nagle wparował mi do mieszkania i zawrzasnął: "Siemson, siemson, wal śmiało, bejbe! Jołs!":

1. Odkryłam wiolonczelę. Filharmonie już się o mnie biją, no wiecie.

2. Wydaje mi się, że trochę bardziej się otworzyłam i ze statusu Króla Społecznych Frajerów (KSF) powoli podniosłam się do pozycji Aspirującego Przyszłego Wicekróla Kontaktów z Ludźmi (APWKzL). Gdzieś we mnie tkwi jednak trochę uroku osobistego, jak śmiem mniemać po zapewnianiach niektórych dobrych ziomków. Jestem szczęśliwa. I cieszę się, że mam tych ziomków.

3. Wraz z Julią zostałyśmy zastępowymi. Jeśli chodzi o harcerstwo, prym wiedzie zdecydowanie Ola, aczkolwiek może i dla mnie wysunie się ono na bliższy plan (zmiany w drużynie w drużynie orzeźwiają). Jejku, jak to zdanie dziwnie brzmi. Uwieńczę je więc losowo wybranym cytatem z "Balladyny": "Różaniec mów lepiej, matko". ~Balladyna
Naprawdę otworzyłam książkę na losowej stronie... Czy to był przypadek? Nie sądzę...

4. Ogólnie jestem zadowolona. No. I tyle. Po prostu zadowolona.

Mam nadzieję, że i dla Was ten rok zapowiada się kusząco oraz że wybaczycie mi tego posta. W roli wisienki na torcie wystąpi dziś kartofel.


Ślę Wam moją nieopisywalną miłość i wszelaki błogosławieństwa wraz z najlepszymi życzeniami,

Wasza Heidemarie