sobota, 31 grudnia 2016

Post-anowienia (kalambury mojego autorstwa stają się, jak widać, coraz bardziej wysublimowane)

Hej!

Jestem wielką fanką planowania, robienia sobie tysięcy list, odhaczania i - choć może na to nie wyglądam - organizacji. Mam więc wiele postanowień na nadchodzący rok, natomiast dwa z nich tyczą się bezpośrednio Otchłani. I oto one.

Postanowienie #1: na Wasze przezacne komentarze (dzięki Wam za nie, jesteście zniewalający wszyscy) będę odpowiadać bezpośrednio pod nimi, czyli tutaj, egocentrycznie tylko we własnym zakątku. Dotąd trochę nie wiedziałam, jak to rozgrywać, więc chciałam tak tylko zaznaczyć dla jasności.

Postanowienie #2: postaram się pisać, kiedy tylko znajdę na to trochę czasu i w miarę ogarnięty temat, no i ochota też jest ważna. Czyli czeka nas rok milczenia, panowie. Czyli wreszcie, miast kłaść na swe barki jarzmo (czy jarzmo się kładzie na barki?) terminów i zobowiązań, puszczę wodze fantazji! Strzeżcie się.

Szlachetna czytelniczko, nobliwy czytelniku!
Niezależnie od tego, czy Sylwestra spędzasz na dzikiej bibie, pod kocem z książką, pod kocem bez książki, z książką bez koca, czy może w taksówce, usiłując zmylić pościg, jaki wysłał za Tobą niecny i niegodziwy hrabia dybiący bezwstydnie na Twój majątek* - życzę Ci dobrej zabawy. I oby 2017 dał się przeżyć!


Wasza oddana Bukwa

*wkrótce wychodzi netflixowa adaptacja "Serii Niefortunnych Zdarzeń". Trzynaście odcinków, więc zapowiada się obiecująco, choć w obsadzie w roli Hrabiego Olafa straszy Neil Patrick Harris. Ale wszystko się okaże, nie mogę się doczekać i tak. Myślę, że możecie liczyć na recenzję, bowiem zamierzam jak najszybciej położyć swe brudne łapska na wizualnej fortunie Netflixa. *złowieszczy śmiech, błyskawice*

sobota, 24 grudnia 2016

A kogóż obchodzi, czy święta pisze się małą czy wielką

Hej, hej!

Kojarzycie, jak zaledwie 15 listopada opublikowałam, pośród wielu innych, następujące zdanie: "Wierzę w Boga"?
Zabawnie, że akurat teraz, w okresie przedświątecznym i świątecznym, musiała się we mnie zrobić taka duchowa degrengolada (uwielbiam to słowo! Jest jak marmolada i nikt by się po nim nie spodziewał takiego chaosu, z jakim w istocie się wiąże). Czy wątpliwości naprawdę nie mogłyby mnie dopaść jakoś, no nie wiem, w kwietniu, tak żebym miała czas, żeby to wszystko przemyśleć? *niech to pytanie zawiśnie w sferze pustki, dla której jest przeznaczone*


Jednak! Ludu, nie bój się. Nawet paskudna mgła i nieustające wewnętrzne dysputy (w których Samozakis z Efezu jakoś nie chce brać udziału) nie odwiodą mnie od złożenia Wam wszystkim, wszystkim absolutnie!, najlepszych świątecznych życzeń. Zresztą, najlepsze życzenia warto składać zawsze, niezależnie od okazji, niezależnie od tego, czy mamy akurat 24 grudnia, 25 grudnia, 31 grudnia, 11 marca (Dzień Króla Moeshoeshoe I w Lesotho) czy 6 lipca (Flamandzki lew stał się oficjalnym hymnem Flandrii).

Życzę Wam więc, abyście przede wszystkim odpoczęli sobie za dwoje podczas przerwy świątecznej i najedli się masy dobrych rzeczy *tu następuje chwilowa przerwa w powstawaniu tekstu, bowiem Bukwa usiłuje skonstruować slogan promujący jedzenie, który mógłby dorównać słynnemu "Cukier krzepi" czy genialnemu moim zdaniem "Słowem wszystko" Polskiego Radia 24 - jednak próby sczezną, co owocuje tylko następującym, dość minimalistycznym, lecz jakże pełnym pasji!, okrzykiem wojennym: JEDZENIE*. Ty tam, odpocznij sobie. I ciesz się. I żeby było spokojnie, żeby było dobrze po prostu. Tym, co tego potrzebują, życzę również jakiegoś porządku. No i zdrowia, bez niego to ani rusz. I radości bardzo dużo. Żebyście mogli tak chodzić i tryskać tym zdrowiem i radością, tryskać na prawo i lewo! I żeby inni odtryskiwali.

Wesołych świąt Bożego Narodzenia (które właściwie jest jutro), wesołej Chanuki (która zaczyna się dzisiaj), wszystkiego najlepszego Adamowi Mickiewiczowi i Maryli Wereszczakównie (co to za zagięcie czasoprzestrzeni, że obchodzili urodziny w tym samym dniu!), wszystkiego najlepszego Wam wszystkim!

Wasza oddana Bukwa i wszystkie jej wersje - dojrzalsza, mniej dojrzała, Utopcia, Człowiek-Mrok, moja wewnętrzna Żydówka Estera* i Samozakis z Efezu


Serio niepokojąco chwiejnie jest z moją wiarą ostatnio, ale ta piosenka jest śliczna i bardzo mnie wzrusza (jak chyba wszystko ostatnio, serio. Wczoraj spędziłam wieczór, powstrzymując łzy nad kiczowatym filmem z Disney Channel - Lemoniada Gada. Wyznam, że nie wiem co się dzieje. Aczkolwiek wielbicielom kiczu film bardzo polecam :D).

B. 

PS W ogóle zdałam sobie sprawę, iż w żaden sposób nie uczciłam rocznicy założenia bloga, którą Otchłań obchodzi ogólnie 7 listopada. Ojej. Grasuję na Bloggerze od trzech lat. I bardzo, barrrdzo Wam za te lata dziękuję. Jesteście zniewalający!

*może kiedyś to wyjaśnię :D

niedziela, 4 grudnia 2016

Kwitnące Mięsa Wdzięku, albo Bukwa jest szczęśliwa [Kiepskie Metafory 1]

Hej!

No i znowu piszę o sobie. Chyba jest mi to potrzebne; mam nadzieję, że jakoś wytrzymujecie. Jeśli jednak Waszym zdaniem, które cenię sobie wielce, powinnam zejść już z tych okołobukwowych tematów i zająć się kulturą albo... czymś, żądajcie tego w komentarzach. A wnioski Wasze będą rozpatrzone. O tak.

wtorek, 15 listopada 2016

A niech to

Hej!
To jest właściwie post terapeutyczny, zapewne nieciekawy, z pewnością mało odkrywczy. Chwała temu, kto dobrnie do końca i nie zemrze!

Granaty, czyli moja wielka miłość. Nie dość, że mają absolutnie zniewalający smak, to jeszcze są takie śliczne, wyglądają jak kamienie szlachetne. Czysty zachwyt, ach.

piątek, 4 listopada 2016

Wewnętrznie niespokojne biseksualne artystki z zabójczym akcentem albo nieznane lądy, z dodatkiem angielszczyzny i autorskich grafik

Hej!

Od pewnego czasu eksploruję ląd, który dotąd był mi dość obcy i odległy, i badam zachowania zamieszkujących go społeczności.
Bez wstępnych zbędów, jak to mówią (w sumie nie wiem, czy tak mówią, wszak właśnie to wymyśliłam, tak błyskotliwie, tak, to ja, młody słowolep, bawię się językiem, o tak, geniusz, nic dodać nic ująć) - zapraszam w egzotyczną podróż po Jutubie.

piątek, 7 października 2016

Lekkie skłonności filosemickie idą w parze z irracjonalną idealizacją pewnego środka komunikacji miejskiej w tym tekście bogatym w bezsens, ale i miłość

Ahoj!

Przezacne istoty, tego pięknego wieczoru [tu, w razie potrzeby, wstaw odpowiedniejsze określenie pory, w jakiej przyszło Ci natknąć się na wywody pewnego dziwnego stworzenia o interesujących tradycjach interpunkcyjnych] będziecie mieli do czynienia z Bukwą o sercu otwartym jak autostrada.
No wiecie.
My heart is like an open highway
Like Frankie said I did it my way!
I te sprawy.
(It's my life było jedną z moich ulubionych piosenek w okolicach czwartej klasy szkoły podstawowej).
W skrócie: moja heroiczna, acz dość niezdarna walka o utrzymanie miejsca swego zamieszkania w sekrecie zakończyła się totalnym fiaskiem.
Oto oczom Waszym ukazuje się bowiem...
*napięcie*
*wielokropki*
*gwiazdki*
*szalony; średnik; ni; z; gruszki; ni; z; pietruszki;*
*co jest*
5 Bardzo Subiektywnych I Absolutnie Antymerytorycznych Powodów, Dla Których Warszawa To Całkiem Fajne Miasto! W skrócie 5BSIAAPDKWTCFM.

poniedziałek, 19 września 2016

Dlaczego tu nie ma posta

Hej, hej!

Uknułam niecny plan.
Plan godny geniusza zła.
Otóż chciałam zaprezentować Wam trochę więcej swojej marnej twórczości młodocianego słowolepa.
Śmiejąc się złowieszczo, poczęłam grzebać wśród plików, usiłując zdecydować, który z nich każe Wam najżarliwiej błagać o litość, paść na kolana, rwać włosy z głów, a następnie głowy te posypywać popiołem dla lepszego efektu.

No i nie mogę się zdecydować.

Wszystkie są gorzej niż mierne.

Są denne.


Wyznam Wam, że miałam ochotę jakoś ożywić Otchłań. Miałam ochotę napisać porządnego posta! Wreszcie, po raz pierwszy od jakichś dwóch lat! 
I ona się utrzyma. Zobaczycie. 
Już wkrótce...

Idę pracować nad sobą i swoim najuboższym w świecie warsztatem poetyckim oglądać South Park oglądać Glee.

Przepraszam Was, moja szczera chęć wysłowienia się nie wytrzymała starcia z frajerstwem tego, co jest bezpiecznie ukryte na moim komputerze.
Ale pamiętajcie...
Już wkrótce...


A to są patisony. Jadacie patisony?


Zobaczymy, co się wydarzy dalej. Może nawet będę miała Pomysł!
Przeżyjcie tam jakoś i wybaczcie biednemu człekowi, co się kształtuje i odkrywa (ale serio, ostatnio miewam jakieś podejrzanie głębokie przemyślenia natury egzystencjalnej. Boję się).



Bukwa

środa, 31 sierpnia 2016

W tym poście nadużywa Bukwa słowa "beztroska" oraz cierpliwości czytelników, jednakowoż podąża dalej warzywną ścieżką (tyle "ż" i "rz"!)

Hej!

Oto dzień, w którym poznacie me najskrytsze sekrety.
Oto dzień, w którym poznacie mą prawdziwą twarz.
Oto dzień, w którym poznacie...

Kurde, dobra, po prostu przedstawiam Waszym oczętom dwadzieścia książkowych faktów o Waszej ulubienicy, młodym geniuszu i bogini chwały - czyli o mnie!

*samotna trąbka urodzinowa*

sobota, 20 sierpnia 2016

MIAZGA i antystresowa bulwa pędowa, czyli starania i piramidki z wypowiedzi w nawiasach

Hej!

Ostatnie dwa tygodnie wakacji spędzam beztrosko w domu, a moim głównym zajęciem jest porządkowanie szafki z papierami. Idzie mozolnie, ale widać efekty w postaci dwóch wielkich worów wypełnionych:
  1. gazetami, wydawanymi przez Bukwę w wieku mocno wczesnoszkolnym („znaleziono psa […] to raczej suczka”, „Prezydent: Osobiście ogłaszam, że otwarto nowy ośrodek dla niepełnosprawnych, w którym także inwalidzi będą mogli grać w kręgle”);
  2. książkami z tegoż okresu twórczego, a nawet i z przedszkola, przy czym niektóre zamiast tekstu zawierają tylko literopodobne szlaczki i niezwykle urokliwe ilustracje;
  3. rysunkami, których zatrważająca część przedstawia żebraczki/porwane księżniczki/porwane księżniczki i wiedźmy mieszające w Tajemnych Kotłach Mroku (akurat wiedźmy wychodziły mi nieźle)/księżniczki porwane przez łowców niewolników/ewentualnie wyrzutki społeczeństwa. Trochę się martwię o swoją młodszą siebie. Już widzę, jak Freud zatarłby ręce;
    4) starymi zeszytami, albo na wpół wypełnionymi (tak z osiemdziesiąt procent to niedoszłe „drogie pamiętniczki”), albo pozbawionymi jakiejkolwiek formy, bo wyrwano z nich za dużo kartek.

wtorek, 7 czerwca 2016

Psychologia najmniejszych źdźbeł trawy, czyli zmiana zarządzeń, typowy chaos i poezja

Hej!

Ziomy! Wierzcie mi, chęci miałam najszczersze, prowadziłam ze sobą długie rozmowy, wykazując dużą cierpliwość i zrozumienie, wreszcie postanowiłam: dobra. Koniec tego. Zabieram się za pisanie. 

No i...
  
 nie wyrobiłam się.

[możecie biczować]


I wiecie, co sobie uświadomiłam? Że ten system miesięczny nie dość, że był sztuczny i niegodny, urągał wszelkim ogólnie przyjętym normom moralnym i ogólnie mógłby zostać ukoronowany na co najmniej Króla Podleców - nie działał. I że chyba lepiej będzie powrócić do nieskrępowanego niczym milczenia przez długie miesiące i ogólnej rozpierduchy pisania w porach i terminach dogodnych, pisania z duszą, charakterem i tak zwanym polotem, pisania radosnego jak *poszukiwania poetyckich porównań* najmniejsze źdźbło trawy! (Najmniejsze źdźbło trawy musi być niesamowicie radosne. Nie uważacie?). 

Zatem wybaczcie mi, proszę, dzisiejszą karygodną niesubordynację i oczekujcie mojego przybycia w porze najbardziej nieoczekiwanej. Znienacka was podejdę. Muahahahahaha.

W celu zapewnienia sobie na dobry koniec akcentu erudycyjnego i dostatecznie otchłaniowego zarazem, przytoczę znakomity wiersz Sławomira Mrożka, który umieścił był chyłkiem w swym opowiadaniu "Poezja" które znalazłam w naszym podręczniku ależ ja nie lubię podręczników od polskiego! Powinno się ich zakazać! .
Zatem, cytuję z namaszczeniem:

Pożyteczny jest i zdrowy 
Polski Związek Motorowy.
Żebyś tęgim zuchem był -
zawsze naprzód, nigdy w tył!
Gdyś nie mazgaj, zbieraj złom, 
bo inaczej będzie srom.

*oklaski*

Rozochocona, dorzucam własną wariację na temat dzieła Mrożka (utrzymaną jednocześnie w konwencji średniowiecznej i realiach rewolucji francuskiej, proszę docenić; powstała teraz, za ewentualnie niedociągnięcia pralnia nie odpowiada):

Zdrowy jest i pożyteczny
dobry mieczyk obosieczny.
Możesz główki ścinać nim,
gdy przeszkadza ci re-żim!
Gdyś nie frajer, zakup miecz
i dla ludu ciastka piecz.

*burza oklasków*

Jeszcze raz przepraszam.

Bukwa
młody literat przeżywający głęboki kryzys wewnętrzny

PS Cieszę się z tego posta jak *jeszcze więcej poetyckich porównań* mały opos.
PS2 Czyżby to co małe miało być jakoś bardziej radosne? Nie sądzicie, że to niezwykle błyskotliwa myśl odnosząca się do naszej rzeczywistości? Napisz rozprawkę, wnikliwie analizując co najmniej dwa teksty kultury. Dobra, już milknę z powrotem.
PS3 Ale mam dobry humor. Życzę Wam dobrego humoru.

B.

czwartek, 7 kwietnia 2016

Na przystawkę kiepski suchar i cytat z Biblii, ale potem jakaś treść może i się znajdzie, czyli co nieco o pewnym serialu

Hej!

Jak uczą nas od wieków rozmowy osobników godnych wszelkiego szacunku i nobliwych, Simsy (pozytywny nastrójnik za dyskusję o deszczu) oraz The Radiators From Space - w chwili zwątpienia, zagubienia, znużenia, znudzenia, niepokoju i onieśmielenia rozmawiać należy o pogodzie. Nie waham się w związku z tym rzec: ach, wiosna. Rzekłszy zaś to, com wyrzec chciała, mogę chyba uznać, że post jest gotowy i odejść w siną dal.

Chyba nie jest dobrze, ziomy.

Jeśli chodzi o moją formę literacką, to liczę, że cieplutkie i milutkie słoneczko, i malutkie, milutkie bazie, i różowe kwitnące pączki - że wszystko to natchnie mnie, i to nie tylko w kwestii Otchłani, ale i w pewien sposób poetycko, gdyż postanowiłam zostać poetą.
(Serio. Kiedyś napiszę dobry wiersz. Będzie tak dobry, że będę mogła powiedzieć komuś "Cześć, napisałam wiersz. Jest mi z tym dobrze". O tak).
Jako prawdziwy król narcyzmu i egocentryzmu dużo rozmyślam o sobie, dużo też mówię o sobie, mogę też więc przez chwilę pisać o sobie. Otóż mój styl formułowania myśli złamał chyba wszelkie prawa tego świata, wcale nie ewoluując z dziwnego na dziwny, ale ciekawy, lekki i po prosty dobry, a cofając się w rozwoju, tak że teraz jest dziwny, niejasny i pozbawiony polotu. Czuję się *tutaj nadchodzi wielka konkluzja godna największego poety z depresją, albo Paula Coelho z depresją, w każdym razie kogoś z depresją* jak marna kopia samej siebie.
*serca niewinnych obywateli, którzy są wszak nie tylko zdolni i inteligentni, ale i zwyczajnie dobrzy, zamierają w obliczu tak rozdzierającego stwierdzenia; dramatyczne zaciąganie oboju w tle*
Nie no, bez przesady, bez przesady. Nie jest tak źle. W istocie pozostawiam sobie literacko wiele do życzenia i życiowo też. Ale! Nie myślcie sobie, że przybywam tutaj bez żadnych konkretnych wiadomości, bez żadnego przekazu! O, kto tak myśli, ten myli się niechybnie - albowiem mam dziś zaszczyt zaznajomić Was z innymi kopiami, które nie są marne, tylko dość epickie (brzmi tajemniczo, co? Trochę brzmi... Kurde, niejasno! Teraz widzimy jak gdyby w zwierciadle, niejasno *Bukwa-erudyta cytuje Biblię, zaczyna robić się coraz dziwniej*)... okej, po prostu chciałam napisać słówko o serialu, którego pierwszy sezon zdominował jeden z ostatnich tygodni mego życia.

"Marna kopia samej siebie".
Badum-ptss!

poniedziałek, 7 marca 2016

Leniwce potrafią obrócić głowę o 270 stopni, czyli Bukwa wciąż na recydywie twórczej

Hej!

Przy obecnym stanie mojej Weny oraz rozkładu zajęć pozostają mi następujące opcje:

a) zostać wielbicielem małych form i oświecić lud poetycką aurą haiku;
b) porzucić bloga, wyjechać do Nowej Zelandii i powiesić się na haku jak Janosik;
c) nawet nie porzucać bloga, tylko zwyczajnie powiesić się na haku jak Janosik;
d) zacząć uprawiać medytację transcendencośtam i nieoczekiwanie odkryć w sobie nowe pokłady energii;
e) albo zwyczajnie, z prostotą i wielką miłością do świata, odpowiedzieć na LBA, do którego nominowała mnie najzacniejsza w świecie Pola.

niedziela, 14 lutego 2016

Ostrzegam z góry i mówię: prywata. Dla czytelnika to tylko strata (pomimo śladowych ilości poezji [cudzej] oraz obecności mrówkojada).

Ekhem, tego. No.

Hej!

Być może, kiedy haniebnie milczałam siódmego dnia bieżącego miesiąca, łamiąc dane w poprzednim poście słowo skauta,  niektórych z Was zaczęły trapić myśli podobne do podanych niżej.

Trapiące myśli in re tajemniczego zniknięcia Bukwy:

1) Boże, nie żyje. Na pewno nie żyje.
2) Porwali ją kosmici!*
3) Porwały ją nędzne sługusy Hrabiego Olafa!
4) Ćwikła.
5) Porwał ją jakiś maniak i zmusza do gry na dudach na ulicach największych miast Nowego Brunszwiku!
6) Frajer. Zapomniała o blogu. Frajer do kwadratu.
7) Matko, nienawidzę jej.

A jednak! Zmartwię Was - mam się jak najlepiej, a mojej karygodnej nieobecności nie potrafię wytłumaczyć z użyciem jakichkolwiek zasad logiki ani dobrego wychowania.

Potencjalne usprawiedliwienie mojego zaniedbania:

1) Siódmy dzień bieżącego miesiąca stanowił dokładnie środek moich ferii zimowych, więc chyba rozleniwiłam się bardziej niż zwykle (co jest paradoksem! Bo właśnie miałam więcej czasu, żeby pisać! Teoretycznie! W sumie nie, ale... łohoho, jestem twórcą paradoksu! Może przykrego, może głupiego, ale chyba od razu widać, że nie ma błyskotliwszej istoty ode mnie w promieniu co najmniej dwóch metrów).

2) Miałam najzwyczajniej w świecie kłopot z tematem. Weny w ostatnim czasie nawet całkiem całkiem, zdarza się, że siaduję przy biurku i usiłuję coś klecić (wczoraj skończyło się na "Czasem chciałoby mi się napisać wiersz, ale szybko mi się odechciewa" oraz kilku miernych podobiznach Ofelii z Hamleta. I jednej Mojżesza. #artyzm przerobiłambazgrołnamojżeszazprawdziwegozdarzenia)

3) Popełnienie posta wcześniej, a samo opublikowanie w zamierzony dzień niestety również nie wypaliło, głównie dlatego, że przez większą część stycznia zajęta byłam nauką. I tutaj rzeknę nieskromnie, że opłaciło mi się, albowiem zdobyłam tytuł laureata konkursu języka polskiego. Yay!

W związku z powyższym post pojawia się dzisiaj, w rocznicę uruchomienia serwisu Jutub i urodziny Angela Di Marii (proszę zwrócić uwagę na zaskakujące podobieństwo do nazwiska matki Nica. Przypadek? Nie sądzę, oj nie), czyli czternastego lutego, czyli, proszę państwa, w Walentynki.

I teraz, kiedy już w tych kilku sążnistych akapitach zawarłam moje usprawiedliwienie, obawiam się, że Was zawiodę, albowiem post ten należy do tych spod sztandaru "Nie wiem o czym pisać, ale wypadałoby coś wstawić, ale przecież nie wiem o czym, ale to nie szkodzi, po prostu wstawię zdjęcie mrówkojada na koniec i wszyscy mnie pokochają". W ostatnich dniach i tygodniach poczyniłam niewiele.

Prywata:
1. Uczyłam się długo i namiętnie.
2. Przeczytałam "Olivera Twista", wobec którego żywię mieszane uczucia. Prowadzenie narracji absolutnie zacne, ale trochę zbyt nacechowane emocjonalnie, przez co w moim odczuciu postaci były haniebnie etykietkowane jako "dobre" lub "złe". A tymczasem sympatycznych bohaterów znalazłam i po jasnej, i po ciemnej stronie mocy. Co czynić?
3. Dużo jadłam.
4. Nic się właściwie nie działo.

Doprawdy nisko już się stoczyłam, jeśli chodzi o jakiekolwiek wartości moralne przedstawiane w postach. Może zarzucę na koniec jakimś cytatem (i mrówkojadem), no wiecie, takie drobne +10 do elokwencji. Albo wiem! Wierszem zarzucę. Mam zaszczyt zaprezentować/przypomnieć państwu jeden z mych ulubionych poematów autorstwa K. J. Gałczyńskiego. Tytuł tego znakomitego utworu brzmi O wróbelku.

O wróbelku

Wróbelek jest mała ptaszyna, 
wróbelek istotka niewielka,
on brzydką stonogę pochłania,
lecz nikt nie popiera wróbelka.

Więc wołam: Czyż nikt nie pamięta,
że wróbelek jest druh nasz szczery?!

Kochajcie wróbelka, dziewczęta,
kochajcie, do jasnej cholery!

W związku z uderzająco niskim poziomem, jaki prezentuję ostatnimi czasy na łamach Otchłani, chciałabym zadać Wam nieco uwłaczające mej dumie, ale konieczne i grzeczne pytanie: czy myślicie, że jest coś, o czym taka Bukwa mogła by pisać w dobie komputerów i smartfonów!?

I, w roli wisienki na torcie, obiecany mimochodem obiekt mej dużej sympatii:


Wybaczcie mi tę przedłużającą się chwilę słabości. Niech Moc i Wena będą z Wami! I dużo miłości (co jak co, to Walentynki) życzy Wam
Bukwa

*Moja nowa wizja kariery na dzisiejszy dzień: psycholog zajmujący się osobami rzekomo uprowadzonymi przez obcych! (Chociaż spółka "Stylizowane krajalnice do jajek & sortowanie gwoździ & syn" to równie kusząca opcja).

czwartek, 7 stycznia 2016

Bank Łotwy, ziemniak, tajemniczy kłębek, czyli krótko jest, dziwnie jest, w sumie nieciekawie jest, ale to nie szkodzi

Hej!

2016 to właściwie żadna nowość - pierwszy jego tydzień już za nami. Jednak:
1. W okolicach Sylwestra przebywałam hen! daleko w odcięciu od bloga (na zimowisku harcerskim. To było moje najfajniejsze dotychczasowe zimowisko), więc nie mogłam napisać posta w terminie bardziej odpowiednim do rozstrząsania minionych miesięcy (tj. pierwszy dzień nowego roku, jak dla mnie mógłby być niezłym kandydatem).
2. Postanowiłam, że będę publikować moje (niesamowite, oczywiście) wpisy siódmego dnia każdego miesiąca, głównie dlatego, że:
a) siódmego stycznia przeprowadzono pierwszą transatlantycką rozmowę telefoniczną (1927 - za rok okrągła rocznica! Cieszmy się!);
 b) siódmego lutego urodziła się Heidemarie Stefanyshyn-Piper (jak dorosnę, zmienię nazwisko na Heidemarie Stefanyshyn-Piper);
 c) siódmego marca są, mówiąc nieskromnie, urodziny Bukwy;
d) siódmego kwietnia w Armenii obchodzony jest Światowy Dzień Macierzyństwa i Piękności;
 e) siódmego maja w Londynie otwarto Teatr Królewski;
 f) siódmego czerwca powstał Watykan;
 g) siódmego lipca prezydentem Lwowa został Michał Michalski (1905);
 h) siódmego sierpnia imieniny Agatangela;
i) siódmego września powołano Bank Łotwy;
 j) siódmego października zniesiono niewolnictwo na Kubie;
 k) siódmego listopada są urodziny bloga;
 l) siódmego grudnia są urodziny Emily Browning, która grała Wioletkę Baudelaire (♥) w ekranizacji Serii Niefortunnych Zdarzeń (♥♥♥).

Zatem post pojawia się teraz. Ostrzegam zawczasu - nie będzie w nim ani krztyny oryginalności, jedynie moje mętne wynurzenia* oraz smutny kłębek nie wiadomo czego toczący się po prerii (czy tylko mnie zawsze intrygował motyw tego kłębka? Wiecie o jaki kłębek chodzi? Prawda? Prawda...?).

*miały być mętne wynurzenia, ale przypuszczam, że czas nie pozwoli mi pisać dziś rozwlekle, toteż zdecydowałam się na całkowicie bezpretensjonalną metodę podpunktów.

A zatem... już dziś na deskach tego teatru... przed państwem... moje postanowienia na nowy rok (ponieważ w tamtym roku były nieco bardziej awangardowe, w tym roku będą najzwyklejsze w świecie. Oto otwieram przed Wami moje serce niewinnej dziewoi)!

1. Zostać młodym wirtuozem i jak najszybciej przerobić program klasy pierwszej cyklu czteroletniego nauki gry na wiolonczeli jeszcze więcej słów, wieńcząc pasmo drobnych sukcesów spektakularną szóstką na egzaminie.

2. Zostać laureatem konkursu z polskiego, żeby móc bezkarnie olać szkołę i przeistoczyć się w Huckleburry'ego Finna.
Z WOS-u finalista. Ech. 

3. Rozwinąć się artystycznie (jakoś. Napisać scenariusz, kiedyś, gdzieś, o czymś, kapusta).

4. Zrealizować mój absolutnie epicki plan, to jest prowadzić zeszyt z biletami na spektakle, które widziałam (postaram się wymyślić temuż brulionowi jakąś bardziej chwytliwą nazwę).

Moje plany są jednocześnie ambitne i niejasne, zatem zobaczymy, co z nich wyjdzie. Lepiej nie spekulować, a ponieść się fali losu. *tak oto narodził się bukwizm*

Kontynuując, z właściwym brakiem refleksu chciałabym wymienić rzeczy, za które podziękowałabym rokowi (roku? Nieee no... rokowi chyba) 2015, gdyby nagle wparował mi do mieszkania i zawrzasnął: "Siemson, siemson, wal śmiało, bejbe! Jołs!":

1. Odkryłam wiolonczelę. Filharmonie już się o mnie biją, no wiecie.

2. Wydaje mi się, że trochę bardziej się otworzyłam i ze statusu Króla Społecznych Frajerów (KSF) powoli podniosłam się do pozycji Aspirującego Przyszłego Wicekróla Kontaktów z Ludźmi (APWKzL). Gdzieś we mnie tkwi jednak trochę uroku osobistego, jak śmiem mniemać po zapewnianiach niektórych dobrych ziomków. Jestem szczęśliwa. I cieszę się, że mam tych ziomków.

3. Wraz z Julią zostałyśmy zastępowymi. Jeśli chodzi o harcerstwo, prym wiedzie zdecydowanie Ola, aczkolwiek może i dla mnie wysunie się ono na bliższy plan (zmiany w drużynie w drużynie orzeźwiają). Jejku, jak to zdanie dziwnie brzmi. Uwieńczę je więc losowo wybranym cytatem z "Balladyny": "Różaniec mów lepiej, matko". ~Balladyna
Naprawdę otworzyłam książkę na losowej stronie... Czy to był przypadek? Nie sądzę...

4. Ogólnie jestem zadowolona. No. I tyle. Po prostu zadowolona.

Mam nadzieję, że i dla Was ten rok zapowiada się kusząco oraz że wybaczycie mi tego posta. W roli wisienki na torcie wystąpi dziś kartofel.


Ślę Wam moją nieopisywalną miłość i wszelaki błogosławieństwa wraz z najlepszymi życzeniami,

Wasza Heidemarie