środa, 28 stycznia 2015

Bukwa Freudem albo wielka psychoanaliza przyjaźni, czyli jak się czyta imię tego aktora, co grał we "Władcy pierścieni"

Hej, hej!

Ludziki, dziwna sprawa. Niektóre z Was (Tutti? Torrens?) skomentowały ten post - w czym rzecz jasna nie ma nic dziwnego, albowiem komentowanie jest zdecydowanie wręcz wskazane - tyle że wyżej wymienione persony (które zresztą przy okazji wspomnienia ciepło pozdrawiam za dużo wstrąceń, znowu, ghrr) zdają się brać ów post (przypominam - z 20 maja 2014) za post najnowszy, napisany teraz w styczniu, i dziwią się, że piszę o wszechobecnym gorącu. Zatem chciałabym sprostować: nie wiem o co chodzi ani co się stało, ale u mnie ani nie jest gorąco, ani nawet nie jest maj. Ech, te komputery żyją własnym życiem. Niedługo będzie jak w jakimś podrzędnym filmie science-fiction - bunt robotów! Muahahaha!

Lecz! nie po to się tu zebraliśmy, panowie. Zebraliśmy się tutaj, gdyż ja, Bukwa, poruszyć zamierzam temat niesamowity, temat, który wyciska łzy (wzruszenia, jakby co) z oczu ludzi o najkamienniejszych i najlodowszych sercach, temat, który rozświetla nasze dusze radosnym blaskiem chwały. Chodzi mianowicie zawsze lubiłam to słowo o... borówki przyjaźń. Tak, tak, jak wiemy z różnorodnych bajek, frendszip is medżik. Czy ktoś się z tym nie zgadza? Szczerze wątpię. Każdy chce mieć przyjaciół. Przyjaźń jest bowiem - tuż obok miłości, muzyki, pokoju, Sherlocka i pizzy - jednym z lepszych wynalazków ludzkości. Zaprawdę powiadam Wam, przyjaźń jest dobra.

Jednakowoż to nadal nie jest sedno sprawy, dla której jesteśmy tu zebrani, panowie. O nie! Oto bowiem ja, Bukwa, stałam się godnym następcą słynnego Freuda. Tak, tak, nie mylicie się, chodzi o starego *usilnie stara się wymyślić zdrobnienie imienia Zygmunt* Zygusia! (Ej, serio, jak to się zdrabnia? Munio? Zygi? Gmusio?) W pocie czoła opracowałam byłam trzy typy osób o danych preferencjach przyjacielskich. W tym przypadku materiał jest dość wąski, bo typów przyjaciół jest znacznie więcej, ale po prostu zaintrygowało mnie pewne zagadnienie: przyjaźń damsko-męska.
Oto i wyniki moich badań, do wniosków przejdziemy za chwilę.
*ekhem, ekhem*

UWAGA! Moje badania dotyczą tylko dziewczyn, albowiem chłopcy są z Marsa, a dziewczyny ze Snickersa działają trochę inaczej, o tym na koniec.

Typ I: Cho Chang vel Sara Crew
Cho Chang (Harry Potter) i Sara Crew ("Mała księżniczka" F. H. Burnett) stanowią doskonałe przykłady osób typu I. Są to po prostu dziewczyny, które najlepiej dogadują się z innymi dziewczynami (okej, może Sara nie ze wszystkimi się dogadywała, ale była w żeńskiej szkole, heloł). Przyjaźnią się tylko z dziewczynami - warto jednak zaznaczyć, iż bycie typem I nie oznacza, że się nienawidzi/nie lubi/brzydzi chłopców. Tak po prostu wychodzi.
Ja na przykład jestem typem I (chociaż nienawidzę zarówno Cho, jak i Sary, ale to inna sprawa... "Mała księżniczka" to zło). Mam swoje ukochane przyjaciółki (czółko, dziewczęta!) - i ani jednego męskiego przyjaciela. Jak na razie, bo zamierzam to zmienić. Już chyba pisałam o chęci posiadania przyjaciela - jak to mówi nasza pani od biologii - pci (sic!) męskiej. Nie wiem, taka fanaberia czy co?
Mam wrażenie, że każda dziewczyna była na początku typem I, pierwsze klasy podstawówki i tak dalej. Potem typ może się zmienić, zazwyczaj w gimnazjum/liceum. I wtedy można na przykład mieć...

Typ II: dziecko z Bullerbyn vel większość bohaterów powieści dla młodzieży
Dzieci z Bullerbyn było, jak wiadomo, sześcioro - trzy dziewczynki i trzech chłopców (Lisa, Anna, Britta, Lasse, Bosse, Olle - uwelbiałam tę książkę). Wszyscy bawili się ze sobą bo nie mieli innego wyjścia skoro to miasteczko było takie małe i dobrze im się żyło. Dziecko z Bullerbyn przyjaźni się i z dziewczynami, i z chłopakami - tak jak i (cytując samą siebie) większość bohaterów powieści dla młodzieży, takich jak Harry Potter czy Percy Jackson. To fajny typ, tyle że nieśmiałym (pozdrawiam) jest chyba ciężko go osiągnąć.

No i typ III, ostatni, czyli...

Typ III: Mulan vel "chłopczyca"*
Typ III, chyba najrzadszy, kiedy wszyscy przyjaciele danej dziewczyny to chłopcy. Podobnie jak w przypadku typu I, nie oznacza to, iż owa dziewczyna nienawidzi/nie lubi innych dziewczyn czy nimi gardzi, ani też, że (jak prawdziwa Mulan) przebiera się za chłopca, czy coś. Po prostu tak jest i tyle.
*chłopczyca to takie okropne słowo, użyłam go z trudem i wśród bólu i łez.

To są dosyć okrojone, ogólnikowe typy dziewczyn-przyjaciółek. Z chłopcami jest trochę inaczej, przynajmniej ja mam takie wrażenie. Chodzi o typ III - u mężczyzn jakiś zaniknięty. Naprzykład w tych wszystkich "harypoterach" i innych schemat głównych bohaterów (zazwyczaj jest ich troje) wygląda tak: chłopak - dziewczyna - chłopak, na przykład: Harry, Hermiona i Ron; Peeta, Katniss i Gale; Percy, Annabeth i Grover (załóżmy); Felix, Nika i Net (Rafał Kosik). Nawet moje ukochane "Zabić drozda" nie wyłamuje się z tego, nazwałabym to, stereotypu (Jem, Scaut i Dill). O, a propos takiej klasyki: Colin, Mary i Dick ("Tajemniczy ogród", również F. H. Burnett) - i tak dalej, i tak dalej. Trzy dziewczyny spotkać można w książkach dla młodszych dzieci - w książkach dla dziewczynek *feministka się budzi - nienawidzę tego "dla dziewczynek"/"dla chłopców"*, trzech chłopców (a nawet więcej) - w różnych powieściach z tak zwanych dawnych czasów, na przykład w książkach Niziurskiego (genialne "Niewiarygodne przygody Marka Piegusa"), a także w najlepszej książce wszech czasów (czyt. "Władca much" Goldinga). Ale co ze schematem "dziewczyna - chłopak - dziewczyna"? Na pewno są jakieś tego przykłady, ale ja nic nie kojarzę, przynajmniej nie za bardzo. Dlaczego? Czyżby chłopak, którego najlepszymi przyjaciółmi są dwie dziewczyny, był uważany za... no, jakiego? Dziwnego? Zniewieściałego czy co? No, chyba że za notorycznego podrywacza.

Muszę zakończyć swoją niesamowitą przemowę, która jest, mam nadzieję, nie tak chaotyczna jak zakładam. Niestety mam skłonność do chaosu i, jak pewnie zauważyliście, wtrąceń z użyciem przecinków, myślników, nawiasów i tej uroczej, małej czcionki. Post ten, pełen chwały, wieńczę zaś oto pytaniami zamieszczonymi poniżej:

1. Jakim typem jesteście?
(Chyba że nie macie przyjaciół. :c)
2. Co sądzicie o mojej pełnej chwały psychoanalizie przyjaciółek?
3. Czy ktoś z Was ma konto na Duolingo? Pytam, bom dżinias i robię kurs szwedzkiego. Jeśli chcecie się podszkolić w jakimś języku, to strona duolingo.com może się okazać przydatna - Bukwa poleca. Ave ja!
4. Czy wiecie, że dzisiaj jest rocznica śmierci Astrid Lindgren? (I urodziny tego aktora co grał Froda we Władcy Pierścieni, tego z hipnotycznymi oczami i dziwnym imieniem.)

Żegnajcie,
Wasza przyjaźnie nastawiona *freeendszip is medżik!*
Bukwa

PS 5. No i jak się zdrabnia tego Zygmunta?!

środa, 21 stycznia 2015

Ten post mógł zostać kim chciał. A i tak został sobą. Co raczej nie wyszło mu na dobre.

Cześć, milusińscy!

Sprawa jest nędzna - mam ferie. Ten fakt co prawda taki nędzny nie jest, ale wiąże się z niezbyt przyjemnym deficytem. Deficytem, warto uściślić, mojego starego, dobrego Kompeusa, który został w domu, a mnie wywieziono. Zaprzyjaźniam się z innym komputerem (tym, z którego to piszę - dla zaznaczenia, żeby nie było), ale niemrawo to idzie (jestem nieśmiała). Posta dlatego też nie będzie (paradoks!)... znaczy, no właśnie, jest ten, ale wiecie o co chodzi. Tylko uprzedzam (bo może jednak kiedyś będzie). Zresztą ostatnio się lenię i ulegam nałogowi. Czytam i czytam. Naprawdę, aż do bólu. Nigdy nie myślałam, że tak będzie, ale obecnie jestem zmęczona książkami. Ech, coż to za życie.

Mam nadzieję, że mi wybaczycie - wynagrodzę wszystko z nawiązką. A, i jak się podoba nagłóweczek? Osobiście uważam go za całkiem udany. Przynajmniej jak na mnie, grafikę google i program Paint. Niczym trzej muszkieterowie (których właściwie było przecież czterech, ale oj tam) dokonaliśmy tego. I oto jest. Nagłóweczek. Chyba trochę nie pasuje do reszty bloga, ale, jak to mówią, raz się żyje.

Więc wybaczcie mi. Jestem tylko małym, niewinnym stworzonkiem. Mam smutną minkę. *ma smutną minkę* Ta minka powinna świadczyć o tym, że nie warto mnie bić ani zjadać.

Jeśli ktoś z Was jest babcią (nigdy nie wiadomo, zapamiętajcie to sobie), to życzę mu (jej właściwie) wszystkiego najlepszego z okazji jej święta.

Także tego. Idę sobie już. Taka pogoda, że człowiek jest przymulony, więc i ja jestem. Lecz! wierzę w to, że przyjdzie ten dzień i napiszę posta. Kiedyś. *melancholijna muzyka*

Niech los będzie z Wami, niech moc zawszne Wam sprzyja, musy-świstusy.

Wasza Bukwa

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Cierpiętniczo, czyli koncert h-moll Dvoraka dodaje mroku, a Bukwa odpowiada na pytania

Niech będzie Wam chwała i cześć.

Blogerzy dzielą się na dwa rodzaje: ci, którzy nienawidzą przeróżnego typu nominacji do zabaw blogowych, i ci, którzy kochają przeróżnego typu nominacje do zabaw blogowych. Takich jak Liebster Blog Award... tak dla przykładu. No więc... no dobra, okej, na Wasze nieszczęście ja należę do tej drugiej grupy i będę się pastwić, bom zła i niegodziwa! O tak!

Za nominację dziękuję stokrotnie (zawsze myślałam, że to od stokrotek, a dopiero potem ogarnęłam, że... no, jednak nie) Loui z bloga właśnie o, tego --> [tu jest link! Yay!]! Uwaga, uwaga: dziękuję stokrotnie! *dziękuje stokrotnie*

Dobra, koniec tego, jedziemy z tym koksem.

Ale najpierw obrazeczek.
Sorry, ferie są no.
Pytania od mej wybawicielki Loui:

1. Co chciałabyś osiągnąć w swoim życiu?
Przede wszystkim chciałabym poświęcić się której ze swoich dwudziestu sześciu i pół milionów pasji. Nie chcę skończy za biurkiem, z teczką i za ciasną spódnicą (spódnice powinny być dzikie, mieć własne życie i wzdymać się na wietrze! ♥ Kocham spódnice. Ad rem.). W tak zwanej "korpo". NIE CHCĘ. Co oznacza, że zostanę żulem, ale to już było chyba ustalone tu. Chciałabym ustanowić Nobla z muzyki i dostać go za osiągnięcia w aktorstwie, a to wszystko zwieńczyć Oscarem za najlepszy metrowy recital ukulelowy. I chciałabym wyjść za mąż. A tak oprócz tego to chciałabym, żeby mój list z prośbą o autograf dotarł do Lemony'ego Snicketa (wreszcie go wysłałam! Dwa dni czekał.), którego możecie z kolei kojarzyć z posta tego oto tutaj o.
2. Skąd pomysł na bloga?
Hm. To pytanie mnie zagięło (a jest dopiero drugie), bo bladego pojęcia nie mam, co mnie podkusiło. Nie wiem czym jest dla mnie Otchłań (ani czym był Dawno Prowadzony Blog Onetowy) - wiem tylko, że uwielbiam to, co mi daje, czyli prezentowanie moich pokręconych teorii spiskowych (Mafia Mrocznego Motylka), rozczulanie się nad pasjami (instrumenty) i dawniej także książkami (recenzji już dogasa blask), poznawanie różnych świetnych blogów (tak, tak, to Wasze blogi *w tle leci mi koncert wiolonczelowo-orkiestrowy h-moll Dvoraka, więc brzmi to naprawdę... nostalgicznie i wzniośle, ach* ♥).

3. Jaką chciałabyś mieć cechę charakteru?
Chciałabym być mniej nieśmiała. I mieć tę taką fajną żyłkę do zawierania kontaktów z każdym i mówienia jak normalny człowiek, tj. bez ozdobników, albowiemów itp. (niestety wciąż uważam to za rozczulające - mam na myśli albowiemy). I chciałabym być odważna. Albo przynajmniej w miarę odważna. *gińcie, parki linowe, nie dołujcie mnie*
4. Gdybyś miała możliwość spędzić tydzień wakacji w wybranym miejscu, jakie byś wybrała?
 W Skandynawii albo podróżując po jakimś kraju z cyrkowcami. Najlepiej z cyrkowcami podróżującymi po Skandynawii.

5. Lubisz czytać?
Uwielbiam czytać. Chociaż ostatnio w bibliotece uświadomiłam sobie, że jednak trudno mi dogodzić, jesli chodzi o wybór pozycji, bo zastanawiałam się strasznie długo i odrzucałam wszystkie propozycje, ale sorry, to raczej denna kiepska biblioteka, no i w końcu wzięłam dziwną, cieniutką, szwedzką książkę psychologiczną. Niepozorna, ale jednak mi się podobała, zrobiła wrażenie. Ale mam wrażenie, że w obliczu tych wszystkich "Utraconych", "Zamienionych", "Jodłujących" ciężko znaleźć coś naprawdę dobrego. No a poza tym są jeszcze przypadki beznadziejne. Giń, "Quo vadis", klątwo niewinnych uczniów! Nienawidzę Winicjusza.

6. Ulubiona piosenka?
O matko. To się ciągle zmienia, i praktycznie nigdy nie mam jednej ulubionej. Kocham mnóstwo piosenek z przeróżnych filmów, głównie Disneya rzecz jasna. Ale tak ogólnie, to ostatnio... może Modern Myth (fragment ze skrzypcami ♥), Kings and Queens... Civilian. Money. I chyba nie tylko, ale sama właściwie nie wiem.
7. Co cię motywuje?
Jedzenie! Czuję się zmotywowana do zrobienia czegoś, jeśli:
a) czuję się w tym dobra
b) lubię to robić
c) to mój obowiązek i i tak się nie wywinę 
d) mam wszystko tak uroczo rozplanowane w czasie, przygotowane i dopracowane, że aż będzie mi się to podobać 
UWAGA! Kilka odpowiedzi może być poprawnych.
  
8. Kto cię inspiruje?
Na chwilę obecną moja nauczycielka etyki i nauczycielka wiolonczeli, czasem też inspirują mnie moje przyjaciółki *łaaaa, friendship is magic*
9.  Jesteś rannym ptaszkiem, czy wolisz spać do późna?
Zdecydowanie spać do późna, ale trochę tego żałuję, bo ostatnio stwierdziłam, że tracę sporą część dnia. No - ale się wysypiam przynajmniej! 
 
10. Ulubiony serial?
 "Sherlock"! ♥ Nie jestem serialomaniakiem, nie znam się na tym, ale matko - "Sherlock" jest genialny. Naprawdę. Jest totalnie wciągający, superśmieszny, z idealnie wykreowanymi postaciami i cudownym scenariuszem. Nie mogę sie doczekać kolejnego sezonu, a to całe kręcenie trwa jakoś potworrrrrnie długo. Myślę, że kochałabym też "House MD", gdyby nie to, żem paskudna hipochondryczka. (No ale tam też są odniesienia do Holmesa!) O, i lubię jeszcze Poirota z Davidem Suchetem *znam nazwisko aktora, jestem erudytą!*

11.  Podaj 5 ulubionych polskich słów i wyjaśnij dlaczego akurat je wybrałaś.
 Hue. Czy to możliwe? Czy to jakiś spisek? Mam urodziny czy co? To NAJLEPSZE pytanie, jakie Bukwie można zadać, ot co! KOCHAM słowa, wszelkie gry słowne, zabawy słowne, kalambury i czego tylko dusza zapragnie! Zrobiłabym nawet ranking, ale nie chcę, żeby słowa poza podium poczuły się urażone :c
Więc kolejność jest przypadkowa. 
ćwikła - słowo, które bawiło mnie, bawi i będzie bawić, zresztą całkiem bez powodu. Ale powiedzcie to sobie takim fajnym głosikiem. Ćwikła. No czyż nie brzmi uroczo?
wanilia - a to z kolei jest takie ładne, rzeczywiście waniliowe słowo. W ogóle prawie wszystkie słowa kończące się na "-lia" są ładne.
ciupaga - z kategorii "hue, ciupaga, hue *głupawka na całe życie*".
gzyms - jadłam kiedyś takie fajne cukierki czekoladowe, który tak śmiesznie strzelały w ustach, jakby z tyłu głowy słyszało się takie cichutkie, słodkie eksplozje. Gzyms smakuje tak samo (jak to brzmi :D), tak fajnie syczy i zgrzyta, jak się to wymawia.
ukulele - mówi samo za siebie! Jasne, pukające, stukające i zielone. Super słowo!

 No  to teraz czas na moje pytania. Ee... *trzydzieści osiem lat, dziewiętnaście godzin i pięćdziesiąt trzy minuty głowienia się nad pytaniami*
1. Jaki jest Twój ulubiony bohater literacki?
2. Jak chciałabyś umrzeć?
3. Jadłaś kiedyś masło orzechowe?
4. Gdybyś miała jedno życzenie, ale do wykorzystania tylko na poproszenie o rzecz materialną, to co byś wybrała?
5. Co sądzisz o wysokości?
6. Wolałabyś być jednorożcem, pegazem czy leniwcem?
7. Gdybyś miała zmienić nazwisko, na jakie byś zmieniła?
8. Jaka jest Twoja ulubiona roślina?
9. Co sądzisz o pisaniu listów?
10. (Że tak sparafrazuję słowa z tylnej okładki książki "Kto to być może o tej porze?") Kto stoi za Twoimi plecami?


Osoby, które zostają brutalną siłą, szantażem i groźbą śmierci zmuszone do odpowiedzi na pytania, to...
*mroczna muzyka; napięcie rośnie*
○ Sia Siaa, radosna wariatka stąd
○ BonaVonTurka z Terra-Felix
○ Ola, co dzieli świat z herbatką
Żegnajcie i cierpcie jak ja.
Wasza Bukwa