wtorek, 21 października 2014

Tagi górą. Lubię tagi. Tagi nie są be.

Hej,

nie mogę otrząsnąć się z nie do końca logicznego wrażenia, że blogosfera przymarła. Jakoś tak mało się dzieje, ale nie mogę narzekać, albowiem sama się paskudnie lenię. A dokładniej lenię się na blogu, a w rzeczywistości... no dobra, w rzeczywistości też :P Nie stoczę się na tyle, by zacząć narzekać na nadmiar nauki. Jestem dżiniasem. Mogę wszystko. BAM.

No więc generalnie co. No, nic. Już parę razy nawet się zbierałam, żeby napisać posta, ale w końcu jakoś chętka mijała. Jednak postanowiłam dać Wam jakiś znak, że żyję. Więc: żyję. Więc a w ogóle to nie zaczyna się zdania od "więc" postanowiłam wykorzystać sprytną nominację od Tutti z tego bloga. Bo tagi to najlepszy sposób na posta! ♣ Znaczek trefla zawsze na miejscu.

Zatem, jak to mówią, show must go on!

1. Wolisz książki papierowe czy e-booki?

Wyznam Wam teraz rzecz, którą nie wiem, czy mam uznać za straszną, czy pocieszającą (dziwny szyk, ale ćśś). Otóż jeszcze nigdy nie miałam w ręku e-booka. Taka ze mnie tradycjonalistka. A tak na serio, to po prostu o tym nie pomyślałam - jestem prostolinijna i niewinna, jak widzicie. Jednak nie widzę książkach elektronicznych nic złego, choć śmiem twierdzić, że nie dorównują takim prawdziwym, papierowym... Tutaj przydałby się obrazek z Wącham Książki... Czekajcie... 

O, ta-dam! Statua Wolności jest z nami!

2. Wolisz czytać w kółko 20 ulubionych książek czy sięgać po nowe pozycje?

Powiem krótko: wolę i to i to. Kocham czytać wszystko, chyba że jest naprawdę beznadziejne. *wspomnienie kilku niegodnych napisania książek* Brr.

3. Wolisz kupować książki w Empiku, w księgarniach internetowych, czy w innych księgarniach takich na miejscu?

Najbardziej chyba lubię księgarnie inne od Empiku, który zazwyczaj obfituje głównie w paranormal romance i obecne hity (no, chyba że te hity są akurat dobre ^^). Tam można znaleźć więcej gatunków, autorów... Nie wiem, jakoś mam takie wrażenie. Księgarnie interentowe, hm... nigdy z nich nie korzystałam nawet - kolejny dowód mojego zacofania... Ech.
 
 4. Wolisz powieści jednotomowe/trylogie/serie wielotomowe?

Wszystko! (Deja vu?) Nie będę się ograniczać, będę kochać cały świat! ♥

 5. Wolisz, żeby wszystkie książki zostały zekranizowane, czy żeby przekształcono je w seriale?

Hm. To chyba zależy od książki. Zazwyczaj jednak ekranizacje i seriale są niewypałami (może oprócz "Koraliny"... no i "Sherlocka", ale to taka wariacja), więc już chyba lepiej, żeby trwały krócej. Więc chyba filmy. Choć w sumie też czasem wychodzą ciekawie.
 
 6. Wolisz być profesjonalnym recenzentem czy autorem?

Próbowałam już recenzji... ee, to chyba czas na autora! Popełnię prowokacyjną tezę, że nie da się być profesjonalnym recenzentem nie mając doświadczenia literackiego i pisarskiego, bo tak naprawdę wtedy najlepiej rozumie się autorów. Brzmi mądrze, nieprawdaż?

No. Jakoś tak chwilowo nie mam serca na dłuższe posty, ale z pewnością niedługo to się zmieni, więc się nie martwcie :3 I ostatni czytelniczy obrazek...
No i życie idealne po prostu jest!
 
Wasza Bukiewka
PS W moje życie wkracza rozpacz: wyjść za Nico czy za Leo? *histeria* Pozdrowienia dla wszystkich herosów - jutro wychodzi "Krew Olimpu" ♥ 

czwartek, 2 października 2014

Tylko czekać na 31 stycznia, czyli przyszła kariera Bukwy i podziemne wynurzenia

Hej!

Dzisiaj ułożyłam sobie życie. Do zastanowienia się nad własną przyszłością skłoniły mnie dwie świeżutkie tróje, które zarobiłam dzisiaj w nagrodę za swą ciężką pracę. I to jedna z dodatkowym minusem. Ech, do czego zmierza ten świat. Bukwy nie docenia. Chociaż z drugiej strony... trója z matmy to w sumie całkiem dobra ocena. Natomiast z historii... Straciłam godność humanisty.
W związku z powyższym moje plany na przyszłość są takie: olać wszystko, pisać więcej wierszy, które po mojej śmierci ludzie znajdą i wykorzystają (znając życie w książce "Przykłady grafomanii XXI wieku"), następnie wziąć się za siebie, zrobić laureata, dalej olewać wszystko, w końcu zrobić doktorat z filozofii/względnie z filologii węgierskiej (tak się mówi?) - w każdym razie z jakiegoś kierunku, który pozwoli mi ostatecznie skończyć pod mostem. Wiecie, będę takim wolnym strzelcem, włóczęgą. No, ewentualnie będę zarabiać grą na ukulele w autobusie, tramwaju lub metrze.
Możliwość 1. (szczęśliwa): w końcu jakiś młody gniewny napisze o mnie artykuł na studia, taki wiecie, artysta, stanę się sławna, okaże się, że jestem jednym z tych zapomnianych, niedocenianych talentów, wszyscy się przejmą i zamieszkam na poddaszu kamieniczki z wielkimi oknami i szorstkim dywanem w kuchni. Pomaluję sobie ściany na biało. Napiszę swój debiut, genialną książkę, za którą od razu przyznają mi Nobla. Za otrzymane honorarium wyjadę do Szwecji i tam zamieszkam, żeby pracować w piekarni. Może założę własną. Będę z słynęła z tych takich pysznych, cynamonowych bułeczek-zawijasków. Mmmm... Lubię Szwecję. Znajdę sobie w końcu męża, adoptujemy bliźniaki, będziemy mieli żółwia i będziemy żyli szczęśliwie, joł.
Możliwość 2. (mniej szczęśliwa): umrę samotna pod mostem, koniec.

Nic dodać, nic ująć, moja kariera jak na razie zapowiada się właśnie tak. Jest co prawda trochę za wcześnie, by już ją planować, ale najlepiej być od małego przygotowanym na wszystko. No bo ja jednak jestem jeszcze mała.

A tak a propos tego metra: czasem jedziesz sobie bezmyślnie w tym ciemnym tunelu, w słuchawkach z jakąś dobrą piosenką. A czasem i bez słuchawek, tylko tak po prostu. Ludzie nie patrzą na siebie. Niektórzy mają książki (pozdrawiam wszystkich podziemnych czytelników ♥), inni wspomniane wyżej słuchawki na uszach. Jeszcze inni gapią się w ekran telefonu, względnie czytnika. Tak jest zazwyczaj, każdy osobno (choć, swoją drogą, często w strasznym tłoku). Ale czasem zdarzają się prawdziwie ciekawi osobnicy, których warto sobie poobserwować (albo motylki wdeptane w podłogę - wyrabia się prawdziwy slang Otchłani!). Na przykład ostatnio. Dziewczyna i chłopak, oboje mogli mieć po kilkanaście lat, ozwała się sędziwa babcia Bukwa. Rozmawiali o szkole, wiecie, o takich normalnych sprawach, nic specjalnego. Nawet nie jak jacyś wielcy przyjaciele. Trochę dalej stało kilku innych chłopaków, którzy przywoływali tego pierwszego, no wiecie, tego co rozmawiał z dziewczyną (to skomplikowane). Ale ten pierwszy chłopak odpowiedział im, że może przyjdzie później, i że o co chodzi, bez pośpiechu. I dalej gadał z dziewczyną. To była pierwsza urocza rzecz, którą zrobił. Wiem, że nie opisałam jej zbyt zgrabnie, ale na blogu piszę tak naturalnie, jakbym mówiła... Właściwie identycznie z tym, jakbym mówiła. Ad rem. Więc rozmawiali sobie we dwoje, ale w końcu on musiał wysiąść. Mógłby powiedzieć "cześć", nie wiem, jakiegoś żółwika przybić, czy coś, ale on ją przytulił. Tak po prostu. Tak po przyjacielsku. Nie wiem dlaczego, ale ten gest mnie rozczulił. Był taki miły. Takie "hej, lubię cię. Jesteś taka fajna". No więc przytulił i wysiadł. Tyle.
Przytulanie jest naprawdę kochane. Można się przytulić na tyle różnych sposobów. Można właśnie tak po przyjacielsku, bezstresowo, to z czasem przychodzi naturalnie. Można z miłości romantycznej, z patrzeniem sobie głęboko w oczy, takie rzeczy, wiecie. Można też przytulić się do kogoś, gdy dzieje się coś złego. Wtedy ten ktoś osłania cię, więc może to on oberwie kulą albo zostanie zmiażdżony przy pomocy kowadła, a ty przeżyjesz, możesz przestać myśleć o tym wszystkim, a swoich zmartwieniach, tylko wypłakać się temu komuś na ramieniu. Przytulenie uspokaja.
O, nawet zajrzałam do Cioci Wiki, i okazało się, że 31 stycznia (i 24 czerwca - ta logika) obchodzimy nawet Międzynarodowy Dzień Przytulania! Nie zapomnijcie wtedy, żeby kogoś przytulić. Internety twierdzą też, że przytulanie "nie tylko wspomaga odporność organizmu, ale również zmniejsza ryzyko chorób serca oraz niweluje objawy stresu". No i co? Aż żal się nie przytulić do kogoś.
Ej, jak przeczytacie tego posta już do końca, to pójdźcie się przytulić do mamy/taty/rodzeństwa/kota/psa/żółwia/listonosza, co właśnie się napatoczył, co? Bo przytulanie pokazuje, że ktoś, kogo przytulamy, jest wart tego, że go przytulamy. Oczywiście można by było też powiedzieć: "jesteś wart tego, by cię przytulić", a wcale nie przytulić, ale to by nie było to samo. Bukwa jest tak mądra jak zakrętka od słoika musztardy.
A więc na koniec wrzucę jeszcze taki obrazek, który absolutnie do niczego nie nawiązuje, ale głosi prawdę życiową. Ta-daa.

Święte słowa!
Tym radosnym akcentem kończę posta i oficjalnie przytulam Was przez monitor
                                                                   Wasza zakrętka od słoika musztardy...



                                                                                ...no dobra, Wasza Bukwa (trzeba się doceniać!) ♥