czwartek, 20 lutego 2014

Nowe Metody Żenowania III, czyli wielki powrót (nie na długo... Brzmi mrocznie.)

Hej!

Ogłaszam wszem i wobec i ku ogólnej uciesze, iż właśnie wróciłam ze Szwecji. Było, jak przewidywałam, epicko. I niesamowicie. I jadłam pyszne bułki z cynamonem.
Lecz ja nie o tym. Tytuł sugeruje, że w tym poście nastąpić ma demonstracja jakiegoś zjawiska, stworzonego przeze mnie z większym lub mniejszym sukcesem. Jak wiadomo, pierwszą z metod zażenowania czytelników jest rysunek. Jakże doceniony, zresztą. Aż się dziwię. Druga metoda to gra na jakimś instrumencie, w tym przypadku pianinie. Obie te metody stosuję mniej więcej codziennie, albowiem należą do moich zainteresowań. Natomiast metoda, którą prezentuję Wam dzisiaj, nie jest przez mnie stosowana zbyt często, głównie ze względu na brak talentu, sprzętu, możliwości i - prawdę mówiąc - chęci. Mowa o fotografii. Rozumiem ludzi, którzy się nią pasjonują, bo ma to coś, pozwala uwiecznić mniej lub bardziej ważne chwile za jednym pstryknięciem migawki. Jeśli o mnie chodzi, zdjęcia robię zazwyczaj rzeczom niepozornym, które są raczej nieco dziwaczne i nie umywają się do malowniczych pejzaży, ulubionych przez zawodowych fotografów. Wolę zdjęcia bazgrołów na murach czy wzorów tworzących się po rozmieszaniu na kakao. Za to w Szwecji zainteresowała mnie szczególnie jedna rzecz - lampy. Tak. Lampy. Zresztą, co Wam będę gadać: indżojcie!







Wszystkie te niesamowite lampy znajdują się w miejscu znanym jako Tom Tits Experiment.

Oto moje obiekty westchnień. To jednak nie koniec. Rozwijając swe umiejętności, dobiję Was jeszcze paroma owocami mej radosnej twórczości. A co mi tam.

Z tego jestem wyjątkowo dumna. Strasznie mi się podoba.




A tu takie martensiki.





Mój kolejny faworyt - znak "Uwaga! Kaczki!" Czego można chcieć więcej?



To by było na tyle, jeśli chodzi o fotografię. Dla formalności dodam, iż: autorką wszystkich zdjęć jestem ja. Ich kopiowanie jest zakazane. Dziękuję.
I ostatnie szokujące wyznanie: wszystko to uczyniłam... *dramatyczna muzyka pełna napięcia* telefonem! *tadadada*
No cóż. Szykuję dla Was komiks, ale lepiej się nie nastawiajcie(to tak na wszelki wypadek, jakby coś nie poszło, bo na razie jest tylko pomysł). Oczywiście jestem zainspirowana Szwecją. ♥
Znów wyjeżdżam i zostawiam Otchłań na kilka dni, ale może przynajmniej kiedy wrócę napiszę porządny post. Choć, szczerze mówiąc, ten uważam za całkiem udany.
A Wy? Które zdjęcie najbardziej Wam się podoba? Lubicie w ogóle fotografię? 
Do następnego posta,

Wasza Bukwa - megaartystka od siedmiu boleści (lubię to wyrażenie)

PS A na koniec bonusowa Ellie z "Odlotu". No bo co, lubię to.

piątek, 14 lutego 2014

Znów krótka, czyli Bukwa podekscytowana i Witalis

Witajcie, istoty ludzkie. *

 Na samym początku chciałabym wyrazić głęboką wdzięczność za wszystkie dotychczasowe wejścia, komentarze, od których robi się ciepło na sercu oraz cierpliwość dla mojego narzekania. To... takie fajne. No, fajne po prostu.

 Po drugie jestem zmuszona ogłosić, iż maaaaaaaaam ferieeeeeee (taktaktaktaktaktaktaktak!), i w związku z powyższym częstotliwość pisania postów spadnie... jeszcze bardziej. Spodziewajcie się jednego, ewentualnie trzech (hehe) w przeciągu dwóch tygodni. Wyjeżdżam, będzie tak epicko. ♥

 A teraz dokonam jeszcze jednej błyskotliwej uwagi. Dzisiaj obchodzimy wspomnienie św. Cyryla i Metodego imieniny mego filozoficznego faworyta Zenona z Elei no dobra, właściwie to głównie Walentynki. Chociaż, rzecz jasna, wspomnienie o Cyrylu i Metodym oraz imieniny Abrahama, Adolfa, Adolfy, Antonina, Auksencji, Auksencjusza, Auksentego, Dionizji, Dionizego, Dobiesławy, Eleukadii, Eleukadiusza, Flawiana, Florentyna, Jana Chrzciciela (?), Jerzego, Jordana, Józefa, Konrada, Konrady, Krystyny, Liliany, Lilianny, Lilli, Maro (lub Marego. Albo Marona. A ja wiem.), Marona, Mikołaja, Modesta, Niedamira, Niedomiry, Niemira, Nostriana, Piotra, Teodozji, Teodozjusza, Teodozego, Walentego, Walentyna, Wincentego, Witalisa i Zenona są dzisiaj także absolutnie na porządku dziennym.

(Pytanie za kiczowatego lizaczka w kształcie serca: które z tych imion jest Waszym ulubionym? Ja stawiam - prócz Zenona rzecz jasna - na Nostriana i Witalisa. Zdecydowanie.)

  W sumie, to rzuciłabym jakiś temat, ale szczerze mówiąc perspektywa ferii za bardzo mnie rozprasza. Więc przyjmijmy: to jest post informacyjny i za krótki.

 

Pozdrawia Was
mały kumkwat
podekscytowany wyjazdem i niezdolny do twórczego pisania

* Tak. Przyznaję się. Czytuję Musierowicz. A dokładniej "Brulion Bebe. B.", jakże zacna postać Bernarda Żeromskiego.

niedziela, 9 lutego 2014

A takie tam, czyli pety zamiast chlebków

Hej!

 Dziś nie spodziewajcie niczego mądrego, a raczej krótkiego - zresztą, znaleźli się zwolennicy i takich postów. No to jest jeden z nich. Dziś jednak zamiast mandarynkami uraczę Was przemyśleniami na temat tak zwanych audiobooków. Uparcie powstrzymuję się od pisania "ałdiobuków" - mam do tego słabość.
 Ludzie mówią różnie. No, po prostu różnie. Niektórzy lubią, a inni nie lubią, jak to zwykle bywa. Ja lubię, choć oczywiście są wyjątki.
 Ekhem.
 Jak wiadomo, łatwiej jest mówić o wadach. Te mądre uwagi. Dlatego też zacznę od rzeczy, które przyprawiają mnie o zgrzytanie zębami i rwanie włosów z głowy.

 1. Zła wymowa imion, nazwisk, miejsc i generalnie nazw własnych.

  Wybaczcie mi to, ale muszę wywalić z siebie frustrację. Gadam o tym każdemu, kto się nawinie, no prawie. Niech więc zostanie to utrwalone i w Otchłani, nieskończonej Otchłani.
 Kojarzycie Peetę Mellarka z Igrzysk Śmierci? I Annę Dereszowską, tę aktorkę? No. Dla jasności dodam, że imię Peety czyta się jako "pita" (jak te chlebki), gdyby były jakieś wątpliwości. Kiedyś myślałam, że wszyscy to wiedzą. Ach, byłam głupia. Młoda i głupia. Teraz już wiem, że ten świat jest okrutny dla naiwnych idealistów. Ale naprawdę, jak można czytać "peta"! Nie wierzę. Albo "dilaj" zamiast Delly, czyli "deli". To. Jest. Tragiczne. Z całym szacunkiem dla pani D., rzecz jasna.

 2. Udawanie emocji.

 Wiem, że lektor czytający beznamiętnie o wyjątkowo okrutnej śmierci ukochanej głównego bohatera to też nic dobrego, ale przecież nie musi od razu siąkać nosem, że się tak wyrażę, i udawać szloch. Ponownie pozdrawiamy panią D.

 Ee... tak właściwie to pisanie tego w punktach nie miało sensu, albowiem to już koniec narzekania. Mogłabym poględzić też o plusach, ale one są chyba oczywiste. Są, nie?

A Wy? Lubicie ałdiobuki audiobooki? Słuchacie?
Jestem taka sprytna, zadaję pytanie związane z tematem to może będzie więcej komentarzy. *śmiech szalonego naukowca*

A na koniec gif. Z Anną z disnejowskiego Frozen. Lubię Disneya. Może kiedyś jeszcze Was tym ponudzę.

Tak się mniej więcej czuję. Za mało spałam, ale było warto. ♥
No to żeby było jeszcze więcej komentarzy jeszcze jedno pytanie: lubicie Disneya? Jakie filmy najbardziej?
Tak, wiem. Post na zapchanie miejsca. Ale nie można mieć wszystkiego, a trzeba się cieszyć tym co się ma.
Wasza zmęczona, zębozazgrzytana, włosyzgłowypowyrywana, zadisnejowana
                                     Bukwa - wielbicielka neologizmów