wtorek, 31 grudnia 2013

Słowo się rzekło, 2014 u płota. Chyba nie rozumiem właściwego znaczenia tego przysłowia. Ale niech będzie.

Hej!

Z okazji końca roku blogerzy i blogerki opisują swoje postanowienia noworoczne, wspominają sukcesy z 2013 albo ewentualnie zaklinają się, że nie mają żadnych postanowień.

Ja jednak (wrodzony minimalizm) ograniczam się dzisiaj do napisania tylko kilku słów:

Szczęśliwego Nowego Roku, szalonego Sylwestra, wytrwałości i generalnie dobrej zabawy w 2014!


Wasza Bukwa

sobota, 28 grudnia 2013

Recenzja książki "Lekkie życie Barnaby'ego Brocketa" pióra Johna Boyne'a

"Lekkie życie Barnaby'ego Brocketa" pióra Johna Boyne'a

Alistair i Eleanor Brocketowie to para w stu procentach normalnych notariuszy, mieszkających w całkiem normalnym mieście Sydney - znanym również jako najwspanialsze miasto świata - z dwójką całkiem normalnych dzieci - Henrym i Melanie. No i jednym całkiem nienormalnym. Cokolwiek to znaczy. 
 Barnaby Brocket to jedyny chłopiec na świecie niepodlegający prawu grawitacji. Gdy tylko się urodził, natychmiast uniósł się pod sufit szpitalnej sali, wzbudzając konsternację wśród lekarzy i całkowite przerażenie Eleanor. Pani Brocket bowiem nienawidziła z całego serca nienormalnych rzeczy - czy to ludzi, czy to zdarzeń, czy też, dajmy na to, kart dań w restauracjach - w związku z czym od razu poczuła do nowo narodzonego syna olbrzymią niechęć. Jak, na miłość boską, pokazać się z nim sąsiadom?! 
 Tak więc Barnaby, wbrew tytułowi, wcale nie miał takiego łatwego życia. Przebywał głównie w salonie, gdzie umocowano mu na suficie materac, największą sympatię odczuwając do psa imieniem Kapitan W.E. Johns. Eleanor i Alistairowi porządny dylemat sprawił również wybór szkoły dla syna - w końcu trafiło na Szorstką Akademię dla Niechcianych Dzieci. No, w każdym razie Barnaby'emu na pewno nie było lekko. 
 Któregoś dnia miarka się przebiera - o Barnabym dowiedziały się gazety. Eleanor i Alistair, zdesperowani, usiłując uchronić reputację - "co ludzie powiedzą, na pewno pomyślą, że my tu wszyscy latamy!" - decydują się na pewien okropny czyn, z powodu którego Barnaby wyrusza w daleką podróż. Usiłując wrócić do domu odwiedza Amerykę, Australię, a nawet orbitę okołoziemską, gdzie spotyka osoby, które udowodnią mu, że nie on jeden jest "inny".
 Nie spotkałam się wcześniej z Johnem Boynem, autorem "Chłopca w pasiastej piżamie" (oglądałam film, ale książki nie czytałam) i muszę przyznać, że zrobił na mnie duże wrażenie. Jego książka, okraszona szczyptą absurdu, przekazuje czytelnikowi kilka ważnych wiadomości i jest naprawdę dobra.
 Czy to, co my uważamy za dziwne, dla innych może należeć do normy? Czy "normalność" nie jest pojęciem względnym, dla każdego znaczącym coś innego? No i czy potępianie tych "innych" ma jakikolwiek sens, skoro prowadzi jedynie do sporów, a nawet wojen?
 Barnaby spotyka wiele osób, odrzuconych przez ich rodziny z różnych powodów - zakazanej miłości, odmiennych aspiracji czy po prostu "dziwnego" wyglądu  i zachowania, a sam zastanawia się nad swoją tożsamością. Dlaczego się unosi? Czemu rodzicom się to nie podoba? Co by się stało, gdyby przestał - czy nadal byłby taki sam? Czy to w ogóle możliwe.
 Nagromadzenie pytań retorycznych mówi samo za siebie - ta książka daje do myślenia. 
 Jedyne zastrzeżenie mam do tłumaczki, która wyznaje jakieś dziwne poglądy dotyczące odmiany imienia Vincente, a raczej  braku owej odmiany. Jak powszechnie wiadomo, mówi się i pisze z tym Vincentem, bez tego Vincente'a i tak dalej, a nie z tym Vincente i bez tego Vincente. Tak mi się przynajmniej wydaje, w każdym razie strasznie mnie to raziło. Na szczęście wyżej wymieniony Vincente jest postacią epizodyczną...
 Do rzeczy: książka jest warta przeczytania i polecenia. Jeżeli lubicie takie trzystustronicowe opowiastki, sięgajcie śmiało.

Autor: John Boyne
Tytuł: "Lekkie życie Barnaby'ego Brocketa"
Tytuł oryginalny, czyli w tym przypadku według mnie lepszy: "The Terrible Thing That Happend To Barnaby Brocket"
Ilość stron: 303; książka z ilustracjami, swoją drogą bardzo ładnymi

Uff, recenzja jest.
Hej!

Wasza Bukwa

PS Lubicie karczochy?
 

środa, 25 grudnia 2013

Nie ma to jak post życzeniowo-świąteczny.

Hej!

Nadeszły Święta,
ukryć się nie da
 - rozjaśnią oblicze
każdego zgreda.

Barszcz i pierogi,
rodziny gromadka:
ciotka, pociotek,
ojciec i matka.

Wszystko to w jednym
zasiadło gronie;
śmiechy, rumieńce,
splecione dłonie.


Z okazji świąt życzę Ci [tu wstaw to, czego najbardziej potrzebujesz] oraz, bonusowo, umiejętności cieszenia się z małych rzeczy i siły na nadchodzący rok.

Bukwa


poniedziałek, 23 grudnia 2013

Oto, co brak nowych książek robi z człowiekiem, czyli powrót Nowych Metod Żenowania!

 Hej!
 No więc dziś wigilia Wigilii. Wielkimi krokami zbliżają się ciepłe życzenia, migoczące lampki, barszczyk z uszkami i narodziny Jezusa.
 Święta Bożego Narodzenia. Jak powszechnie wiadomo, obfitują one nie tylko w wymienione wyżej przyjemności, ale i w zjawiska muzyczne znane jako kolędy. Bukwa, której testowanie swoich umiejętności wszelakich przypadło do gustu, stwierdziła, że tym razem, wykorzystując melodię "Wśród nocnej ciszy", pokaże co potrafi za pomocą klawiszy. Rymy wszechobecne są w jej mowie. Hej.
 Czyli w skrócie: nowe metody żenowania powracają!
 Jako że jestem początkująca, coś mi się schachmęciło pod koniec w lewej ręce, ale nie można mieć wszystkiego. 
 Ta-daa!  


video 

  Jeszcze kilka spraw.
 En: co do poprzednich metod żenowania - koniec grudnia jest, ale nie śnieżnego, a nadal jesiennego! Wobec tego wszystkich, którzy chcą wnieść skargę o rozpowszechnianie błędnej propagandy (to takie mądre słowo!), serdecznie przepraszam.
 Två: szukam miłej istoty skłonnej zrobić mi ładny nagłówek za cenę dozgonnej wdzięczności.
 Tre: jestem przeszczęśliwa, albowiem średnio pod moimi postami ostatecznie ląduje około pięciu komentarzy! A dla mnie to dużo. Dlatego wszystkim czytającym i komentującym składam hołd! Dziękuję!
 Fyra: na wszelki wypadek życzę wszystkim wesołych świąt, choć pewnie jutro też coś napiszę - jakieś dłuższe życzenia.
 Fem: to jest Otchłań Internetu, więc nigdy nie wiadomo czego się spodziewać - recenzji (co ich w sumie nie ma), nowych metod - powinnam chyba zacząć to pisać wielką literą - a więc: Nowych Metod, czy dziwnych postów jednozdaniowych, takich jak poprzedni. Cóż mówić? Przyzwyczaić się trzeba :>
 Sex: kocham liczyć po szwedzku. Może ktoś zauważył.
 Sju: mam kolejny powód do radości - wygrana w losowaniu na blogu Julii :D
 Åtta: gracie na pianinie/bałałajce/dudach/czymś? Ja oprócz klawiszy rzępolę na gitarze i harmonijce ustnej. 
 
 
Pozdrawiam Was przedwigilijnie, ale równie ciepło
 Bukwa

piątek, 20 grudnia 2013

Zobaczymy, co powiecie.

 Wszystko jest na swoim miejscu.




 Bukwa







PS Przykładowe komentarze:
Anonim: no, ale się wysiliłaś!
Inny anonim: żal
Prosimy nie korzystać z powyższych szablonów.

sobota, 14 grudnia 2013

"Śnieg" w wołaczu brzmi dziwnie, czyli nowe metody żenowania

Hej!
Powracam po kolejnym tygodniowym niepisaniu - tym razem z bazgrołem, który ambitny nie jest pod żadnym względem. Kontynuując tradycję z mego jakże dawno prowadzonego bloga onetowego, czyli na blog.pl, stworzyłam P. D. P., tj. Prymitywne Dzieło Paintowe. Tak, tak, tak, bazgroł zrobiony najpierw na kartce, a potem przerobiony (ha!) w Paincie. Bukwa rozwija swe umiejętności plastyczne, testując nowe metody żenowania wszystkich oglądających efekty jej twórczości.


Niedawno śnieg co prawda padał, ale zdążył stopnieć w przeciągu kilku dni. Pożądam go namiętnie, by następnie zacząć na niego narzekać.
Podczas rysowania tego komiksu odkryłam, że jestem człowiekiem pozbawionym harmonii, a pełnym sprzeczności, co podobno jest właściwością wieku dorastania.
No. Swoje odwaliłam, bazgroł zrobiłam (sic!), posta napisałam, i bardzo, bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie Wasze komentarze!
Postaram się pisać częściej (haha). Jest to dobry plan, jak mniemam.

Wasza Bukwa

PS Czytam ostatnio li i jedynie lektury w ramach olimpiady, więc z recenzjami krucho...
PPS Nie śmiejcie się z mojego P.D.P., co? Coś muszę, kurza stopa, na tym blogu przecież robić! :>


B.


sobota, 7 grudnia 2013

Lęk przed dobrocią?

Hej!
Wybaczcie brak recenzji, indżojcie wpis bardziej... życiowy.

 Ostatnio zastanawia mnie jedna rzecz: wymieniony w tytule lęk przed dobrocią, a konkretniej przed drobną pomocą jak - na przykład -  ustąpienie miejsca w autobusie. No bo ileż niezręczności wiąże się z pytaniem: "Czy nie chciałaby pan/chciałaby pani usiąść?" Może się przecież okazać, że osoba pytana może poczuć się urażona i zareagować nieprzyjemnie. Zresztą żadna z osób - pytająca i pytana - nie czuje się zazwyczaj zbyt swobodnie. Dlaczego? I dlaczego wstydzimy się pomagać? Dlaczego nie zawsze przychodzi nam do głowy, by wziąć siaty z zakupami od nieznajomej sąsiadki, a jeśli już przychodzi, czemu nie mamy odwagi?

 Boimy się odtrącenia?

 Ludzie odnoszą się do obcych zazwyczaj chłodno. Fajnie by było, gdyby było inaczej (zdanie, które nic nie wnosi do treści - przyp. aut.). Zwłaszcza teraz, kiedy powoli wkraczamy w okres świąteczny i kiedy trąbi się o pomocy, szlachetności (i obniżce cen bombek).



 Zalatuje ponurością, ale chyba trochę - tylko trochę! - o to chodziło...

 Tak więc dzisiaj jedynie minitemacik do zastanowienia się... Ach, to lenistwo...

 Czy ktoś z Was znalazł się kiedyś w sytuacji, że odmówiono mu przyjęcia pomocy? No i oczywiście: czy cieszycie się ze śniegu? :>

Wasza Bukwa

niedziela, 1 grudnia 2013

Nierecenzyjnie = bez sensu, nie czytać, jak się nie lubi braku konkretów a nadmiaru korniszonów.

Witajcie!

Jako że wczoraj była recenzja książki określonej trafnie przez Loui ("głębokie toto"), czas na coś krótszego (o ile coś w ogóle może być krótsze niż moje amatorskie recenzje) i przyjemniejszego. Chodzi o słowa. Słowa są cudne. Kocham słowa i zabawy słowne, wszelkie homonimy, rymy, etymologie i tak dalej. Osoby niezdolne do zrozumienia głupawek wszelkiej maści proszone są o opuszczenie sali.

kanapka z szynką
kanapa z szyną
 * * *

szybka szybka
oj szybka ta szybka

 * * *

pokorn
     korniszon
  na karniszu 

 * * *

rajstopy
raj-stopy
a jeśli gryzące rajstopy to nazwa traci sens i co?

 * * *

zmierzyć się i ważyć
zwierzyć się i marzyć

Słowa mnie fascynują. Jak już wspomniałam w pierwszym poście, do moich ulubionych należą: (patrz: "Show must go on, czyli nie ma to jak pierwszy post!"), i to są właśnie te, które mnie śmieszą. Ale oprócz tego, że bawią, słowa są po prostu pasjonujące. Na przykład wyraz "szorstkie" od razu kojarzy się z czymś chropowatym, bo sam jest chropowaty. A może to znane nam znaczenie tak wpływa na "odczuwanie" tego słowa?

Tak. Od czasu do czasu potrzebuję takich dziwnych postów, które nie mają większego przekazu, ale są zabawą i tyle. Indżojcie! (xD)

Jakie są Wasze ulubione słowa? A może w ogóle Was nie obchodzą, w końcu to tylko zlepki głosek, których używamy do komunikacji, nie ma co się nimi podniecać?

Wasza chrzęszcząca, szczękająca, szczerząca się* 
    Bukwa

*cudne słowa, które także brzmią jak ich znaczenie. 


 
Profesor Bralczyk mym mistrzem!
B.